Finanse osobiste: zarabianie, kredyty, lokaty, IKE, oszczędzanie, domowy budżet, minimalizm. Czytam różne blogi poświęcone finansom osobistym. Wiele z nich było dla mnie inspiracją, żeby coś w moim życiu finansowym zmienić. Ale czegoś mi brakowało. Przede wszystkim spojrzenia kobiety, i stąd ten blog. Po pierwsze - żeby ułożyć swoje przemyślenia i doświadczenia finansowe. I podzielić się moimi przemyśleniami z innymi. No i jeszcze - żeby przeczytać Wasze komentarze i z nimi dyskutować.
stat4u
Kategorie: Wszystkie | Finansowo | Inne | Kulinarnie | Minimalistycznie | Mój ogród | Oszczędnie
RSS

Oszczędnie

wtorek, 27 listopada 2012

Najczęściej na zakupy wybieram się do któregoś z hipermarketów stacjonarnych, których w mojej okolicy nie brakuje. Na początku listopada sytuacja zmusiła mnie do zakupów w hipermarkecie internetowym. Przede wszystkim dobiegała w domu końca akcja „tylna ścianka”, co oznaczało, że wykończyły się zapasy. Uzupełnienie zaplanowałam na najbliższy weekend, ale złapało mnie solidne przeziębienie, do tego zima zaatakowała, a w samochodzie wciąż opony letnie… Wyszło na to, że albo będę przez dłuższy czas zaopatrywała się na bieżąco w osiedlowych sklepach, gdzie ceny lekko licząc wyższe o 30%, albo trzeba wypróbować po dłuższej przerwie jakiś hipermarket internetowy.

Wybór padł na Tesco.pl, ponieważ market stacjonarny znam w miarę dobrze: ceny i oferty. Do tego niewysokie koszty transportu. Opinie na forach były średnie, ale stwierdziłam, że po prostu muszę sama sprawdzić. Interfejs użytkownika na stronie Tesco.pl nie zachwyca. Można sobie dać radę, ale widziałam lepsze serwisy. Przydałoby się lepsze filtrowanie i wyszukiwanie towarów.  Na przykład szata graficzna Alma.pl jest dużo bardziej dopracowana i atrakcyjna. 

Zamówienie było na kwotę ok. 150 zł, koszt dostawy 6 zł. To co istotne – koszt dostawy nie zależy od wielkości zamówienia, za to zależy od terminu i lokalizacji. Płacić można tylko kartą, ale dla mnie to nie problem, wręcz przeciwnie. Kurier przyjechał o czasie, dwa towary zostały zamienione na droższe, trochę to irytujące,  ale mogłam ich nie brać. Wszystko dobrej jakości, także świeże towary (drób).

Zakupy przez ten serwis powtórzyłam jeszcze raz, w ostatni weekend, tym razem zaopatrując się w cięższe rzeczy, również pod kątem Świąt. Koszt dostawy 5 zł, wszystko bez zarzutu.

Myślę, że w sytuacji cięższych zakupów będę z nich korzystała. Zakupy w hipermarketach internetowych mogą się kojarzyć jako opcja dla zamożnych i nieoszczędnych. Ale niekoniecznie tak musi być, szczególnie jeśli koszty dostawy są na poziomie 5-6 zł, a oferta cenowa taka sama jak w sklepie stacjonarnym. Dodatkowo łatwiej kupić tylko to co potrzebne i nie ulegać pokusom. Oszczędzamy też czas i kręgosłup :) Ze względu na rosnącą konkurencję między sklepami internetowymi, ich oferta będzie coraz lepsza (niższe koszty, lepsza obsługa, bardziej atrakcyjne ceny), zresztą już to powoli widać. Na pewno jest to wygodna opcja dla osób starszych, zapracowanych, czy mających małe dzieci.

niedziela, 20 maja 2012

Działkę kupiłam prawie cztery lata temu, ale dopiero w zeszłym roku zdecydowałam się ją zagospodarować i doprowadzić do tego, że moja rodzina będzie miała w końcu własne miejsce na fajne spędzenie letniego weekendu czy urlopu. 

Zeszły rok to budowa ogrodzenia i pierwsze sadzenie roślin – żeby działka zaczęła powoli zarastać.  Posadziliśmy drzewka i krzewy owocowe, cebulki  tulipanów, trochę krzewów ozdobnych. Poszło trochę kasy, część zmarnowana. Samo życie.

W międzyczasie decyzja o budowie murowanego domku zamiast holenderskiego (trochę szalona) i intensywne myślenie: jak urządzić ogród i nie „popłynąć”,szczególnie, że mam na głowie budowę domku?  Czy w ogóle można to zrobić za darmo, albo chociaż – jak drastycznie ograniczyć koszty? Chodzi mi o koszty roślin, bo te wydają mi się potencjalnie wysokie, tym bardziej że działka spora (3300 m).

Na razie pomysły mam takie:

  • Bacznie przyglądam się wyprzedażom cebul i kłączy i jeśli cena jest naprawdę atrakcyjna, kupuję. Ale tylko wtedy gdy dana roślina pasuje do mojej koncepcji ogrodu i do warunków glebowo-klimatycznych.
  • W warzywniku zasiałam tylko te warzywa, które naprawdę lubimy jeść lub których używam do przetworów. To samo z krzewami i drzewami owocowymi. Jeśli czegoś nie jadamy, to po co to uprawiać?
  • Uczę się hodować rośliny z nasion i robić sadzonki. Dla mnie to jest uczenie się nowych rzeczy i już to bardzo wzbogaca moje życie. Przy okazji naocznie się przekonuję, czy grzebanie w ziemi mnie kręci. Na całe szczęście wygląda na to, że kręci mnie i to bardzo.  Mieszkam w bloku, ale mam spory balkon i kilka parapetów do dyspozycji. Wiedzę czerpię z internetu oczywiście. Na razie widzę dwa problemy: po pierwsze to wciąga, a po drugie – jest problem gdy się chce wyjechać na troszkę dłużej. A podróże bardzo mnie pociągają i nie zamierzam z nich rezygnować z powodu roślin. Trzeba zorganizować kogoś kto przyjdzie i podleje sadzonki.
czwartek, 02 grudnia 2010

Czytelnicy tego bloga muszą mi wybaczyć, że ostatnio dominują tematy kulinarne. Ale moje życie od strony finansowej się ustabilizowało i mam nadzieję, że przez jakiś czas tak zostanie. Regularnie spłacam kredyt, regularnie oszczędzam, regularnie zarabiam, wykonując bardzo fajną pracę. Nie prowadzę na razie żadnych walk z któymkolwiek z banków. Jednym słowem stagnacja, ale bardzo się z niej cieszę.

Pewno za jakiś czas napiszę jak praktycznie aktualnie przebiegają sprawy spadkowe, jakie kwity trzeba mieć, kiedy płacimy podatek. Ale to się aktualnie toczy w tle więc nie ma co bić piany.

Na razie, za 3 tygodnie mamy święta Bożego Narodzenia. Czytam na forach internetowych dyskusję, ile święta kosztują i rozpiętość jest ogromna.

Ponieważ na pierwszy i drugi dzień nic się u nas specjalnego nie szykuje, może poza pasztetem, którego normalnie nie pieczemy, półmiskiem wędlin i sałatką, wychodzi na to, że główny koszt to Wigilia. Potrawy + prezenty.

Postanowiłam podliczyć koszt wieczerzy wigilijnej w mojej rodzinie. Będzie 9 osób. Co się u nas na stole zazwyczaj pojawia:

Śledzie: 3 wersje, w sumie pewno ok. 1 kg. Razem z dodatkami (oliwa, cebulka, koncentrat pomidorowy, rodzynki, śmietana, jabłko) jakieś 15 zł. btw. zapraszam do zgłaszania w komentarzach fajnych przepisów na śledzie. Jestem zagorzałą "śledziarą" :)

Łosoś wędzony, 300 g - 15 zł

Zupa grzybowa - grzyby własne, włoszczyzna 3 zł, makaron  2 zł

Karp smażony - jeśli kupię filet, po 28 zł (taką cenę ostatnio widziałam), jakieś 1,5 kg wychodzi 42 zł.

Pierogi - z kapustą i grzybami - ponieważ grzyby są własne, pozostaje koszt kapusty i mąki. powiedzmy 5 zł. do tego ze względu na młodsze dzieci szykujemy pierogi z serem na słodko do tego śmietana. 6 zł.

na deser - kluski z makiem, kutia, ciasto. tu niestety kosztu nie jestem w stanie podać, bo nie ja te potrawy szykuję. ale liczmy 30 zł.

Jeszcze: pieczywo, herbata, cytryny -5 zł.

W sume wychodzi 118 zł, za uroczystą kolację dla 9 osób.

Oczywiście większość wkładu to praca własna: zbieranie grzybów, lepienie pierogów, pieczenie ciasta, gotowanie, nakrywanie do stołu. Ale przecież to normalnie w domu robimy...

Ps. Menu wigilijne może być dużo bardziej bogate - więcej ryb, ciast, 2 zupy itp. Ale tradycyjnie - to ma być postna kolacja. Zresztą u nas w domu jest i tak problem, żeby zjeść te potrawy które wymieniłam powyżej.

20:48, frugalesse_z_przekonania , Oszczędnie
Link Komentarze (7) »
piątek, 10 września 2010

Jednym z działań, które podejmuję, żeby zoptymalizować mój domowy budżet, jest ograniczenie opłat stałych do niezbędnego minimum.

Między innymi wzięłam się za rachunki za energię elektryczną. Oczywiście najpierw poszukałam możliwości ograniczenia zużycia prądu. Wymieniłam żarówki na energooszczędne (wszędzie tam gdzie światło świeci się relatywnie długo i nie jest często zapalane i gaszone); podpięłam znaczną część urządzeń do listew, żeby w wygodny sposób móc je wyłączać i nie zostawiać w trybie stand by. Pralka i zmywarka są włączane przy pełnym wsadzie, a ładowarki komórek i akumulatorków tkwią w gniazdkach tylko gdy potrzeba. Światła nigdy nie nadużywałam, więc nie było tu pola do redukcji. Tak czy inaczej – więcej pola do oszczędzania nie widzę, bo przede wszystkim chcę normalnie żyć. Po ciemku siedzieć nie zamierzam :) Czyli zrobiłam co mogłam, i jest pytanie co dalej.

Postanowiłam przyjrzeć się, czy zmiana taryfy może dać jakieś oszczędności, i czy w ogóle warto taką zmianę robić? O jakich oszczędnościach mówimy?

Wyszłam z założenia, że jeżeli oszczędność jest rzędu 10%, to warto się nad tematem pochylić. Jeśli poniżej – szkoda czasu i atłasu.

Ponieważ jestem klientką RWE Stoen, na przykładzie tego dostawcy mogę spróbować przymierzyć się do tematu.

W RWE (w dużym uproszczeniu) dla klienta indywidualnego są możliwe 2 taryfy – G11 “Najprostsza dla Ciebie” oraz G12 “Najprostsza dzień i noc”. G11 ma stałą cenę przez całą dobę, a G12 – niższą cenę w godz. 22.00-6.00 oraz 13.00-15.00, i wyższą w pozostałych.

Zmiana między taryfami nie częściej niż raz do roku jest bezpłatna. Ale wiąże się każdorazowo z wymianą licznika. Ale to też jest za darmo (nie częściej niż raz do roku), z tym że wymiana może (ale nie musi – w zależności od montera) wymagać naszej fizycznej obecności w lokalu albo nie.

Zasadnicze pytanie jest takie: kiedy się opłaca przejście z G11 na G12? A kiedy to jest bez znaczenia. Tak jak napisałam wyżej, jeśli mogę zredukować rachunek za prąd o 10%, to zabawa jest warta zachodu. Jeżeli poniżej – to szkoda zawracać sobie głowy.

Gdy podpisywałam umowę o zmianę taryfy, konsultant obsługujący moją sprawę powiedział, że żeby wyszło taniej, to 70% energii powinno być konsumowane w G12, a 30% w G11. Mam nadzieję że wie co mówi. Na mój zwykły babski rozum: po pierwsze musimy zlokalizować prądożerców, i w drugim kroku zastanowić się, czy możemy ich przekierować na godziny tańszej taryfy.

Ja osobiście prądożerców zlokalizowałam dzięki stronie:http://www.vattenfall.pl/kalkulatorenergii/

Moje wnioski są takie: warto zmienić taryfę, jeżeli generalnie prowadzimy nocne życie. Czyli cały dzień wszyscy pracują, robią karierę, itp. i do domu wracamy na noc. Druga opcja – sporo czynności prądożernych możemy przesunąć na późny wieczór (pralka, zmywarka) lub czas w ciągu dnia(13-15) – pieczenie, odkurzacz… Jeśli zużycie prądu rozkłada się w miarę rownomiernie i nic nie możemy przesunąć bez “stawania na głowie”, to nie warto sięw to bawić. Albo poczekajmy, aż nasz dostwaca energii postara się, żeby mieć lepszą dla nas ofertę. Ale póki praktycznie mamy monopol – to raczej mało prawdopodobne.

Chętnie bym poczytała jakie są Wasze praktyczne doświadczenia w zmianach taryf. Kiedy warto Waszym zdaniem to robić, a kiedy sobie odpuścić?

19:58, frugalesse_z_przekonania , Oszczędnie
Link Komentarze (3) »
piątek, 18 grudnia 2009

Naszymi finansami staramy się zarządzać cały rok. Planujemy wydatki, kontrolujemy, i korygujemy je w zależności od zmieniających się dochodów. Mamy również na względzie sytuację przyszłą  - spodziewane duże wydatki oraz zmiany dochodów. Poza zwykłym codziennym życiem, pojawiają się takie wydarzenia jak śluby, narodziny, chrzciny, komunie, imieniny, urodziny, czasem niestety rozwody, No i nie do uniknięcia - pogrzeby. A w międzyczasie, bardzo cyklicznie, bo co roku: Wielkanoc i Boże Narodzenie. Wydaje mi się, że Wielkanoc nie drenuje aż tak naszych kieszeni. Odbywa się to głównie z okazji Świąt Bożego Narodzenia, które właśnie zbliżają się wielkimi krokami do naszych drzwi :)
Pytanie stosowne dla tego bloga: jak to się ma do zarządzania domowymi finansami?

Hmmmm. Podstawa to oczywiście budżet.

Wiemy, że zdarzenie będzie miało miejsce, i zgory wiadomo kiedy :) i musimy zaplanować, ile będzie nas kosztować. A potem plan realizujemy, starając się zbytnio od niego nie odbiegać Trzeba zaplanować koszty: prezentów, podróży, zakupów garderoby, przygotowania potraw, choinki i ozdób.

Plan musimy oprzeć przede wszystkim na:

  • naszych możliwościach finansowych -w  jakiej sytuacji finansowej jesteśmy;
  • okolicznościach - czy wspólne świętowanie oznacza, że my gdzieś musimy pojechać, albo - będziemy mieć gości na Święta; czy wszystko musimy przygotować sami, czy będzie to jakoś składkowe - każdy coś przywiezie;
  • potrzebach - inne potrzeby będą, gdy święta spędzamy w 3-4 osoby dorosłe i do tego wszyscy na diecie, a inaczej, gdy w rodzinie jest dużo dzieci, sporo krewnych, i lubimy sobie pofolgować. Tu przy okazji warto uświadomić sobie różnicę między potrzebami a zachciankami.

Do tego nakładają się nasze dotychczasowe nawyki - jedni sobie nie wyobrażają Świąt bez choinki z jodły, a innym wszystko jedno. Jedni muszą mieć na Wigilię karpia pod 3 postaciami, innym wystarczy zwykła ryba po grecku. Jedni na prezenty wydają majątek i się zapożyczają, inni kupują po prostu symbol - jakiś drobiazg. Są też opcje losowania, albo prezenty tylko dla dzieci...

Tak czy inaczej - musimy to co chcemy (albo wydaje nam się że musimy) wydać na Święta, zderzyć z tym, na co nas stać.

Moim zdaniem, w kontekście finansowej strony Świąt, najważniejsze jest pamiętać o zasadzie: wydawaj mniej niż zarabiasz. Jeśli tego pilnujesz, to super. Jeśli nie, to grozi Ci, że przez następnych kilka miesięcy będziesz spłacać dlug na karcie, zmniejszysz oszczędności, albo co gorsza - będziesz spłacać jakiś "superokazyjny prezent świąteczny" lub pożyczkę z Providenta. Czego nikomu nie życzę.

19:57, frugalesse_z_przekonania , Oszczędnie
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3