Finanse osobiste: zarabianie, kredyty, lokaty, IKE, oszczędzanie, domowy budżet, minimalizm. Czytam różne blogi poświęcone finansom osobistym. Wiele z nich było dla mnie inspiracją, żeby coś w moim życiu finansowym zmienić. Ale czegoś mi brakowało. Przede wszystkim spojrzenia kobiety, i stąd ten blog. Po pierwsze - żeby ułożyć swoje przemyślenia i doświadczenia finansowe. I podzielić się moimi przemyśleniami z innymi. No i jeszcze - żeby przeczytać Wasze komentarze i z nimi dyskutować.
stat4u
czwartek, 29 października 2009

Co roku, jesienią, dostaję pismo z ZUS. W miłym liście jestem informowana, ile pieniędzy zostało zgromadzone na moim indywidualnym koncie emerytalnym, i na jaką emeryturę z ZUSu mogłabym liczyć, gdybym z taką kwotą przechodziła na emeryturę.w wieku x lat (tu jest tabelka, ale pewno prawie każdy z czytelników takie pismo dostaje, więc nie będę tłumaczyć). W każdym razie, póki co nie łapię się nawet na emeryturę 530 zł - nie ma nawet kolumny dla mojego stanu konta :(. Jest faktem, że trochę zaniedbałam temat kapitału początkowego, ale raczej z winy pierwszych dwóch pracodawców. Mój kapitał początkowy liczy się od lipca, ale ponieważ będzie się opierał na składkach z mojej pierwszej i drugiej pracy za żałosne pieniądze, to mojej finansowej przyszłości kapitał początkowy nie zmieni, no chyba, że część socjalna mnie pozytywnie zaskoczy. Spodziewam się, że zwaloryzowany kapitał początkowy i aktualnie zgromadzone składki umożliwią mi otrzymanie z ZUSu emerytury w kwocie 530 zł.
Pisemka takie dostaję od conajmniej 2004 roku (wcześniejszych nie posiadam). Zapewne były i są wysyłane po to żeby mnie zmobilizować do jeszcze intensywniejszej pracy na etacie i pilnowania regularnego odprowadzania składki do ZUS. Bo przecież to jest dla mojego dobra i zabezpieczenia mojej starości pod względem finansowym.
Niniejszym bardzo chciałam podziękować, że ZUS tak skrupulatnie mnie informuje, na co mogę liczyć. Pierwsze 2 pisma przeczytałam z pewnym osłupieniem. A potem wzięłam swoje sprawy w swoje ręce. Nie mam za sobą jakiegoś gigantycznego stażu pracy - kilkanaście lat, pierwsze z bardzo kiepską pensją, potem kilka powyżej średniej krajowej, ostatnie - zanim założyłam działalność, to lata z maksymalną składką ZUS. I efekt - 530 zł.
Mam przed sobą jeszcze ze 20 lat pracy zawodowej, więc może kwotę emerytury z ZUS podwoję. Ale zgadnijcie, czy pisma z ZUSu zachęciły mnie do gromadzenia składek w I filarze?
Aktualnie (a tak naprawdę to trudno mi sobie przypomnieć czy kiedykolwiek w to wierzyłam) kompletnie nie wierzę, że I, II albo III filar zadbają o moje finansowe zabezpieczenie. Wiem, że mogę liczyć tylko na siebie i ewentualnie dodatkowo - na syna (ale mam ambicję, żeby go nie obciążać tematem utrzymywania matki). II filar mam jak wszyscy którzy mają I filar, od tego roku mam konto IKE Obligacje i mam nadzieję, że żadna władza nie będzie przy tym instrumencie finansowym majstrować, i że sama będę mogła tymi pieniędzmi dysponować w odpowiednim momencie.
W filar III (kapitałowe ubezpieczenie na życie) pakowałam pieniądze od momentu gdy ten wynalazek pojawił się na rynku (Nationale Nederlanden sporo na mnie zarobiło), i wycofałam się jakieś 4 lata temu. Uznałam, że część ubezpieczeniowa nie jest mi już potrzebna, a inwestowaniem swoich pieniędzy na emeryturę zajmę się sama. I dobrze wyszło :)
Moja aktualna strategia jest taka: siły skupiać na lokatach (potencjalnie - innych instrumentach, jak nadejdzie kiedyś hossa), obligacjach i nieruchomościach. To zabezpieczy i mnie i moją rodzinę. Do tego IKE - po to żeby wykorzystać zwolnienie z podatku Belki. Ale cały czas z pewną nieufnością, czy ktoś przy tym nie majstruje. A ZUS - ponieważ jst nie do uniknięcia, praktycznie, i tak będę płaciła. Lepiej mieć 1000 zł miesięcznie niż nie mieć. Chwilowo oszczędzanie na emeryturę musiałam zawiesić - najpierw muszę zbudować solidny fundusz awaryjny, spłacić kredyt gotówkowy i rodzinną pożyczkę. Pewno muszę liczyć na to ok. półtora roku. W międzyczasie zamierzam wpłacać na IKE, jak dam radę. A potem skupię wysiłek na osobistym funduszu emerytalnym. Takim tylko moim.

10:10, frugalesse_z_przekonania , Finansowo
Link Komentarze (5) »
wtorek, 27 października 2009

Moja ostatnia eskapada zakończyła się solidnym przeziębieniem i koniecznością spędzenia kilku dni w domu. Wiązało się to co prawda z kosztem leków, ale okazało się (co w sumie nie powinno dziwić), że dzięki temu, że siedzę w domu, po prostu nie wydaję pieniędzy. Wyjadam zapasy z lodówki i wygrzewam się. Ta sytuacja oraz jeden z komentarzy do wpisu o karcie kredytowej, zmobilizował mnie do napisania kilku zdań o tym, co z mojej perspektywy nie sprzyja oszczędnemu trybowi życia i kontrolowaniu wydatków. Nie chodzi mi o to, że powinniśmy unikać tych sytuacji (np posiadania dzieci, czy intensywnej pracy zawodowej) ale, że warto o tym pamiętać i próbować sytuację jakoś opanować.
-karta kredytowa - statystyki podają że płacąc kartą, wydajemy średnio kilkanaście procent więcej, niż w sytuacji płacenia gotówką.
-intensywna praca zawodowa, a w szczególności delegacje - wiadomo coś za coś. Z jednej strony z reguły wyższe zarobki, ale z drugiej - konieczność częstszego jedzenia na mieście, korzystanie z automatów do kawy, słodyczy, taksówki, wieczorne "integracje" w pubach, itp.
-brak czasu - z powodów przeróżnych - praca, studia, dojazdy, dzieci, opieka nad kimś chorym, itp. Jeżeli mamy czas, możemy robić zakupy w tańszych sklepach, gotować codziennie obiady, piec ciasta, robić przetwory itp. Jeżeli funkcjonujemy w niedoczasie, często sięgamy po gotowe dania lub po półprodukty, a zakupy robimy w biegu, w sklepie który po prostu jest po drodze.
-dzieci w wieku szkolnym - może to zabrzmi brutalnie, ale nasze pociechy w tym wieku to po prostu prawie worek bez dna. Nawet jeżeli wcześniej odłożymy pieniądze na wyprawkę do szkoły, i planujemy koszty ubrań, to dzieci co chwila nas zaskakują, że "na jutro" potrzebują pieniądze na książkę, składkę, Mikołajki, a to trampki z szatni zginęły i trzeba natychmiast kupić nowe, a to urodziny koleżanki, itp itd.
-częste robienie zakupów - najlepiej by było zrobić zakupy raz w tygodniu, na podstawie przygotowanej listy. Ale w praktyce - tylko w pojedyncze dni w tygodniu nie jestem w sklepie. Tak to jakoś wychodzi :( I od razu wydaje się więcej niż było w planie
-spędzanie wolnego czasu w centrach handlowych - centra handlowe zostały wymyślone nie po to, żebyśmy  miło spędzili czas, ale żebyśmy wydawali więcej pieniędzy. I to robimy. Chyba, że karty zostawimy w domu, a w portfelu będzie jedynie przysłowiowe 20 zł. Wtedy możemy dowolnie długo rozglądać się po wyprzedażach, buszować po półkach w EMPiKu.
-towarzystwo osób rozrzutnych - jeżeli czas wolny spędzamy z osobami, które nie liczą się z pieniędzmi, trudno nam będzie utrzymać nasz budżet w ryzach.
A jak Wy to widzicie?

15:01, frugalesse_z_przekonania , Oszczędnie
Link Komentarze (3) »
niedziela, 25 października 2009

Do tego wpisu zainspirowała mnie lektura notatki na blogu I will teach you to be rich.

Autor wymienia kilka przykładów, jak różnie ludzie podchodzą do poszczególnych kategorii wydatków - nie wydają pieniędzy na mieszkanie w kosztownej dzielnicy, gotują w domu, ale - ich pasją jest turystyka rowerowa, i na to nie szczędzą pieniędzy. Okazuje się, że dosyć łatwo przyjdzie nam wymienić, co jest dla nas istotne w życiu i na czym nie oszczędzamy (bezpieczeństwo, dzieci, mieszkanie, edukacja, wygląd, podróże), a mamy kłopot z określeniem, co nie jest dla nas ważne (że np możemy jeść cokolwiek, albo że nie potrzebujemy markowych ubrań, itp). Zdaniem autora uświadomienie sobie co jest dla nas ważne, a co nie, jest bardzo istotne (w kontekście tego, na co nie żal nam pieniędzy, a na co staramy się nie wydawać), jeśli chcemy świadomie zarządzać naszymi finansami.
Jeśli miałabym o sobie powiedzieć co jest ważne dla mnie: poczucie bezpieczeństwa (ubezpieczenie, sprawny samochód, nie wracam po nocy na piechotę bo tanio tylko biorę taksówkę, itp); poczucie komfortu (przestronne nowoczesne mieszkanie, urządzone tak jak lubię, korzystanie na codzień z samochodu, na wyjazdach  pokój z łazienką); podróże (częste, ekonomiczne, ale i tak wygodne i z atrakcyjnym programem; z analizy moich wydatków wyszło mi, że podróże to trzecia, po kredytach i kosztach mieszkaniowych pozycja w moim budżecie - mogłabym to ściąć, ale nie zamierzam, bo właśnie to jest dla mnie ważne); dbanie o siebie (dentysta, fryzjer, kosmetyczka, masaż, dobre kosmetyki). Z czego rezygnuję bez problemu: luksus - nie potrzebuję hoteli czterogwiazdkowych, nie potrzebuję żadnych oznak zamożności - szafy wypchanej markowymi ciuchami, 40 par butów, futra, nowego samochodu, biżuterii. Nie potrzebuję wypasionego sprzętu. Nie muszę bywać w restauracjach. Nie mam potrzeby robienia zakupów w drogich sklepach. Ponieważ lubię proste i raczej ascetyczne wnętrza, kompletnie nie kręci mnie kupowanie rzeczy "do domu". Wszystko co potrzebne już mam, dobrego gatunku, w wystarczającej ilości, a gadżety (szczególnie wszystkie kuchenne "przydasie") mnie irytują.
Myślę, że dla każdego z nas jest istotne uświadomienie sobie co jest ważne, a co nie(oczywiście to jest blog poświecony finansom, więc na sferze materialnej się skupiamy), a inaczej mówiąc na co chcemy wydawać pieniądze, a z czego rezygnujemy. Z dwóch powodów: po pierwsze, żeby dobrze zarządzać swoimi finansami, a po drugie - i moim zdaniem ważniejsze - żeby w tym całym pilnowaniu budżetu się nie zatracić, żeby realizować swoje pasje i żyć normalnie.
A jak jest z Wami? Na co Wam nie żal pieniędzy, a z czego rezygnujecie bez żalu?

09:14, frugalesse_z_przekonania , Inne
Link Komentarze (8) »
piątek, 23 października 2009
Jakby nie patrzeć, do Świąt Bożego Narodzenia mamy dokładnie 2 miesiące. Dla oszczędnych to dobry moment, żeby zacząć się zastanawiać jak wszystko zorganizować, żeby było i dostatnio i żeby budżet domowy to wytrzymał. Mój budżet w grudniu ma się o tyle gorzej, że do Świąt, Sylwestra i Mikołajek dochodzą jeszcze urodziny mojego syna. Myślę, że aby zabezpieczyć nasz portfel przed wielką poświąteczną dziurą, warto odpowiedzieć sobie na 3 pytania: -jak sensownie rozłożyć wydatki w czasie? -czy naprawdę Święta muszą być aż tak wystawne, prezenty tak kosztowne, czy do uczczenia nadejścia Nowego Roku koniecznie potrzebujemy: balu, nowej kiecki, wizyty u kosmetyczki, fryzjera, pantofli, dodatków, nowego garnituru dla faceta, i czy to koniecznie musi być w Zakopcu? -jak nie poddać się przedświątecznemu szałowi bezrozumnych zakupów w drugiej połowie grudnia?

18:21, frugalesse_z_przekonania , Oszczędnie
Link Komentarze (3) »
środa, 21 października 2009

Często wybór banku jest traktowany jak sprawa na całe życie. Kiedyś tak było - jak już się związaliśmy z bankiem, to musiałoby się wydarzyć niewiadomo co, żebyśmy zdecydowali się umowę rozwiązać i przenieść się gdzie indziej. W jednym banku był ror, lokaty, karta debetowa, karta kredytowa i ewentualne pożyczki. Tak było wygodniej, i w dalszym ciągu mogłoby tak być, gdyby nie fakt, że taka opcja jest dosyć kosztowna, a oferowane warunki poszczególnych produktów mało konkurencyjne.

Jeżeli ktoś chce "wycisnąć" z lokat jak najwięcej, pójdzie do tego banku, który ma aktualnie atrakcyjne warunki lokat. Jeżeli chcemy konto oszczędnościowe - też nie będziemy się kurczowo trzymać banku, w którym ror mamy "od lat". Analogiczna sytuacja jest z kartami kredytowymi. Jeżeli dodać do tego fakt, że oferty banków zmieniają się dynamicznie i raz ten a raz inny ma np najlepszą ofertę kredytu gotówkowego, łatwo dojść do wniosku, że czasy wiązania się z jednym bankiem na długie lata należą do przeszłości, i w takich realiach musimy umieć się poruszać.

Nie ma czegoś takiego jak "najlepszy bank". Wszystko zależy do czego. W jednym banku możemy mieć konto internetowe z darmowymi przelewami. Ale rachunki oszczędnościowe gdzie indziej. W trzecim banku karta kredytowa, lokaty terminowe jeszcze gdzie indziej. Każdy z tych banków wybieramy nie na wiele lat, ale - do momentu gdy na rynku nie pojawi się lepsza oferta. Przecież chodzi o to, żeby mieć jak najlepsze warunki dla produktów finansowych z których korzystamy. Najbardziej poważną decyzją jest wybór banku z którym zawrzemy umowę o kredyt hipoteczny, najczęściej na kilkadziesiąt lat.

Ostatnio doliczyłam się, że aktualnie jestem klientką 5 banków, z czego w trzech mam konta. Lada dzień podpiszę umowę z kolejnym bankiem, który aktualnie ma moim zdaniem najlepszą ofertę rachunków oszczędnościowych - z Eurobankiem. Z tych sześciu banków, na trwałe jestem związana z dwoma - z tym, w którym mam kredyt hipoteczny oraz z drugim, w którym od lat buduje się historia mojego rachunku, co czasem się przydaje - oferty dla stałych klientów z znaną historią dochodów, wydatków, spłat pożyczek itp są lepsze niż oferty dla klientów "z ulicy". I jest to główny argument za tym, żeby tego rachunku na razie nie zamykać. Wszystkie pozostałe umowy z bankami traktuję jako coś tymczasowego - do momentu gdy nie pojawi się lepsza oferta. W końcu dbam o to, żeby moje oszczędności przynosiły jak największe zyski, a opłaty bankowe były minimalne, a najlepiej zerowe. Aha, i trzecie istotne kryterium - żeby było wygodnie. To znaczy: intuicyjny i bezawaryjny dostęp online, dogodne godziny sesji elixir oraz kompetentne Call Center. A czym Wy kierujecie się wybierając bank?

21:46, frugalesse_z_przekonania , Finansowo
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2 , 3