Finanse osobiste: zarabianie, kredyty, lokaty, IKE, oszczędzanie, domowy budżet, minimalizm. Czytam różne blogi poświęcone finansom osobistym. Wiele z nich było dla mnie inspiracją, żeby coś w moim życiu finansowym zmienić. Ale czegoś mi brakowało. Przede wszystkim spojrzenia kobiety, i stąd ten blog. Po pierwsze - żeby ułożyć swoje przemyślenia i doświadczenia finansowe. I podzielić się moimi przemyśleniami z innymi. No i jeszcze - żeby przeczytać Wasze komentarze i z nimi dyskutować.
stat4u
środa, 22 września 2010

Wszystko wskazuje na to, że mamy w tym roku dobry sezon jeśli chodzi o grzyby. Wystarczy włączyć telewizję lub przejechać się po okolicy, żeby zorientować się że grzybów jest w bród :) Wydaje mi się że super wysyp był 2 tygodnie temu, ale wciąż jest nieźle. Wciąż słyszę historie, że ktoś wszedł do lasu i spotkał takie miejsce pełne grzybów, że po prostu zabrakło mu koszy i reklamówek, żeby wszystko zebrać. Niestety mi się to jeszcze nigdy nie zdarzyło, ale wszystko przede mną. Wam też z całego serca życzę takiego doświadczenia :)

Oczywiście najlepiej mają Ci, którzy mieszkają w niedużych masteczkach i na grzyby mogą skoczyć na piechotę, w tygodniu, z rana, na godzinę. Wychodzi praktycznie za darmo, a do tego poranny spacer na świeżym powietrzu.

Ale mieszczuchom z dużych miast (takim jak ja) też nie trzeba grzybobrania zachwalać - pachnący las, wyciszenie, i po jakimś czasie kosz pełen dorodnych grzybów :)

A potem przetwory. Niektórzy po prostu zawożą Mamie, Cioci lub Babci, "bo lubi", inni sami się biorą za przeróbkę. U mnie po pierwsze jest jajecznica na podgrzybkach i zupa grzybowa ze świeżych grzybów. Reszta idzie albo do marynowania, albo do suszenia.

20:51, frugalesse_z_przekonania , Kulinarnie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 września 2010

Jednym z działań, które podejmuję, żeby zoptymalizować mój domowy budżet, jest ograniczenie opłat stałych do niezbędnego minimum.

Między innymi wzięłam się za rachunki za energię elektryczną. Oczywiście najpierw poszukałam możliwości ograniczenia zużycia prądu. Wymieniłam żarówki na energooszczędne (wszędzie tam gdzie światło świeci się relatywnie długo i nie jest często zapalane i gaszone); podpięłam znaczną część urządzeń do listew, żeby w wygodny sposób móc je wyłączać i nie zostawiać w trybie stand by. Pralka i zmywarka są włączane przy pełnym wsadzie, a ładowarki komórek i akumulatorków tkwią w gniazdkach tylko gdy potrzeba. Światła nigdy nie nadużywałam, więc nie było tu pola do redukcji. Tak czy inaczej – więcej pola do oszczędzania nie widzę, bo przede wszystkim chcę normalnie żyć. Po ciemku siedzieć nie zamierzam :) Czyli zrobiłam co mogłam, i jest pytanie co dalej.

Postanowiłam przyjrzeć się, czy zmiana taryfy może dać jakieś oszczędności, i czy w ogóle warto taką zmianę robić? O jakich oszczędnościach mówimy?

Wyszłam z założenia, że jeżeli oszczędność jest rzędu 10%, to warto się nad tematem pochylić. Jeśli poniżej – szkoda czasu i atłasu.

Ponieważ jestem klientką RWE Stoen, na przykładzie tego dostawcy mogę spróbować przymierzyć się do tematu.

W RWE (w dużym uproszczeniu) dla klienta indywidualnego są możliwe 2 taryfy – G11 “Najprostsza dla Ciebie” oraz G12 “Najprostsza dzień i noc”. G11 ma stałą cenę przez całą dobę, a G12 – niższą cenę w godz. 22.00-6.00 oraz 13.00-15.00, i wyższą w pozostałych.

Zmiana między taryfami nie częściej niż raz do roku jest bezpłatna. Ale wiąże się każdorazowo z wymianą licznika. Ale to też jest za darmo (nie częściej niż raz do roku), z tym że wymiana może (ale nie musi – w zależności od montera) wymagać naszej fizycznej obecności w lokalu albo nie.

Zasadnicze pytanie jest takie: kiedy się opłaca przejście z G11 na G12? A kiedy to jest bez znaczenia. Tak jak napisałam wyżej, jeśli mogę zredukować rachunek za prąd o 10%, to zabawa jest warta zachodu. Jeżeli poniżej – to szkoda zawracać sobie głowy.

Gdy podpisywałam umowę o zmianę taryfy, konsultant obsługujący moją sprawę powiedział, że żeby wyszło taniej, to 70% energii powinno być konsumowane w G12, a 30% w G11. Mam nadzieję że wie co mówi. Na mój zwykły babski rozum: po pierwsze musimy zlokalizować prądożerców, i w drugim kroku zastanowić się, czy możemy ich przekierować na godziny tańszej taryfy.

Ja osobiście prądożerców zlokalizowałam dzięki stronie:http://www.vattenfall.pl/kalkulatorenergii/

Moje wnioski są takie: warto zmienić taryfę, jeżeli generalnie prowadzimy nocne życie. Czyli cały dzień wszyscy pracują, robią karierę, itp. i do domu wracamy na noc. Druga opcja – sporo czynności prądożernych możemy przesunąć na późny wieczór (pralka, zmywarka) lub czas w ciągu dnia(13-15) – pieczenie, odkurzacz… Jeśli zużycie prądu rozkłada się w miarę rownomiernie i nic nie możemy przesunąć bez “stawania na głowie”, to nie warto sięw to bawić. Albo poczekajmy, aż nasz dostwaca energii postara się, żeby mieć lepszą dla nas ofertę. Ale póki praktycznie mamy monopol – to raczej mało prawdopodobne.

Chętnie bym poczytała jakie są Wasze praktyczne doświadczenia w zmianach taryf. Kiedy warto Waszym zdaniem to robić, a kiedy sobie odpuścić?

19:58, frugalesse_z_przekonania , Oszczędnie
Link Komentarze (3) »