Finanse osobiste: zarabianie, kredyty, lokaty, IKE, oszczędzanie, domowy budżet, minimalizm. Czytam różne blogi poświęcone finansom osobistym. Wiele z nich było dla mnie inspiracją, żeby coś w moim życiu finansowym zmienić. Ale czegoś mi brakowało. Przede wszystkim spojrzenia kobiety, i stąd ten blog. Po pierwsze - żeby ułożyć swoje przemyślenia i doświadczenia finansowe. I podzielić się moimi przemyśleniami z innymi. No i jeszcze - żeby przeczytać Wasze komentarze i z nimi dyskutować.
stat4u
niedziela, 20 maja 2012

Działkę kupiłam prawie cztery lata temu, ale dopiero w zeszłym roku zdecydowałam się ją zagospodarować i doprowadzić do tego, że moja rodzina będzie miała w końcu własne miejsce na fajne spędzenie letniego weekendu czy urlopu. 

Zeszły rok to budowa ogrodzenia i pierwsze sadzenie roślin – żeby działka zaczęła powoli zarastać.  Posadziliśmy drzewka i krzewy owocowe, cebulki  tulipanów, trochę krzewów ozdobnych. Poszło trochę kasy, część zmarnowana. Samo życie.

W międzyczasie decyzja o budowie murowanego domku zamiast holenderskiego (trochę szalona) i intensywne myślenie: jak urządzić ogród i nie „popłynąć”,szczególnie, że mam na głowie budowę domku?  Czy w ogóle można to zrobić za darmo, albo chociaż – jak drastycznie ograniczyć koszty? Chodzi mi o koszty roślin, bo te wydają mi się potencjalnie wysokie, tym bardziej że działka spora (3300 m).

Na razie pomysły mam takie:

  • Bacznie przyglądam się wyprzedażom cebul i kłączy i jeśli cena jest naprawdę atrakcyjna, kupuję. Ale tylko wtedy gdy dana roślina pasuje do mojej koncepcji ogrodu i do warunków glebowo-klimatycznych.
  • W warzywniku zasiałam tylko te warzywa, które naprawdę lubimy jeść lub których używam do przetworów. To samo z krzewami i drzewami owocowymi. Jeśli czegoś nie jadamy, to po co to uprawiać?
  • Uczę się hodować rośliny z nasion i robić sadzonki. Dla mnie to jest uczenie się nowych rzeczy i już to bardzo wzbogaca moje życie. Przy okazji naocznie się przekonuję, czy grzebanie w ziemi mnie kręci. Na całe szczęście wygląda na to, że kręci mnie i to bardzo.  Mieszkam w bloku, ale mam spory balkon i kilka parapetów do dyspozycji. Wiedzę czerpię z internetu oczywiście. Na razie widzę dwa problemy: po pierwsze to wciąga, a po drugie – jest problem gdy się chce wyjechać na troszkę dłużej. A podróże bardzo mnie pociągają i nie zamierzam z nich rezygnować z powodu roślin. Trzeba zorganizować kogoś kto przyjdzie i podleje sadzonki.
piątek, 18 maja 2012

Na działkę jadę za tydzień, ale od ostatniego wpisu dotyczącego prac w ogrodzie i na działce, sporo się wydarzyło. W czasie super długiego-podwójnego weekendu byłam tam w sumie 4 razy, tym bardziej. że pogoda była rewelacyjna. Ostatni pobyt zakończył się niezbyt fajnym akcentem – o tym pisałam ostatnio. Ale udało się również posadzić byliny, bluszcz i sadzonki milinu, które dostałam od znajomej, do tego wspólnie z wnukami mojego Gospodarza założyliśmy kawałek warzywnika. Od rodziców koleżanki dostałam „jakieś krzaki” do wsadzenia (muszę sprawdzić w wolnej chwili jak to się nazywa), i wspólnie je posadziłyśmy, do tego posadziłyśmy furę lilii, peonii, i innych kłączy, które przez ostatnie miesiące kupowałam za grosze na promocjach. Zobaczymy co z tego wyrośnie. Z tego co widzę, to główny problem jest taki, że gleba jest piekielnie twarda i trzeba mieć krzepę, żeby ją przekopać.  Ale jest bardzo urodzajna.  Zlokalizowałam już miejsca gdzie jest dramatycznie twardo i je omijam. Będę się martwić co z tym zrobić, gdy budowa domu będzie zakończona. Może po prostu zatrudnię fachowców od ogrodów i coś poradzą, przy użyciu cięższego sprzętu. Ale zakładałam, że ogród będę urządzała samodzielnie, ucząc się na własnych błędach i wolałabym tego założenia nie zmieniać. To nie ma być ogród idealny… Jeśli możecie coś podpowiedzieć, będę wdzięczna za Wasze komentarze.

poniedziałek, 07 maja 2012
Na mojej działce na pojezierzu brodnickim sielanka trwała jakiś czas. O tym co się dzieje w moim ogrodzie zamierzam napisać w oddzielnym wpisie. Tym razem temat nie związany ani z finansami, ani z „kobiecą ręką”, ale z przykrym dla mnie i dla moich najbliższych wydarzeniem. Piszę, bo mam nadzieję, że komuś się to kiedyś przyda. Ponieważ początek maja był super długi, na działce byłam w sumie 4 razy (sobota, wtorek, piątek, sobota), z czego dwukrotnie skorzystałam z gościnności koleżanki we Włocławku, więc nie było to za każdym razem jeżdżenie z Warszawy. W sobotę umówiliśmy się z moim bratem, że do nas zjadą całą rodziną. Jest ich w sumie szóstka :). Pogoda była w kratkę, ale i tak super przez cały dzień. Grill, gra w piłkę, skręcanie regału na narzędzia, robienie porządku w szopie, zakładanie warzywnika, puszczanie latawca, czytanie Newsweeka na leżaku, leniwe rozmowy, kopanie grządek, próba nowego węża do podlewania. Każdy robił co chciał. Po prostu chwilo trwaj...