Finanse osobiste: zarabianie, kredyty, lokaty, IKE, oszczędzanie, domowy budżet, minimalizm. Czytam różne blogi poświęcone finansom osobistym. Wiele z nich było dla mnie inspiracją, żeby coś w moim życiu finansowym zmienić. Ale czegoś mi brakowało. Przede wszystkim spojrzenia kobiety, i stąd ten blog. Po pierwsze - żeby ułożyć swoje przemyślenia i doświadczenia finansowe. I podzielić się moimi przemyśleniami z innymi. No i jeszcze - żeby przeczytać Wasze komentarze i z nimi dyskutować.
stat4u
sobota, 27 listopada 2010

Przepis zaczerpnęłam z Internetu, zmodyfikowałam pod swój gust i piekę co jakiś czas. Super sprawa gdy znudzi się nam pieczywo z marketu, lub na dworze szaro i zimno i nie chce się wychodzić na dwór. Do tego taki chlebek, ze względu na sporą ilość otrąb i ziaren jest bardzo zdrowy (porządna porcja błonnika). Zapach pieczonego własnoręcznie domowego chleba wspaniale wpływa również na nastrój :)

Z przepisu wychodzą 2 bochenki.

4 szklanki mąki pszennej, 2 szklanki mąki żytniej razowej, 1 szklanka otrąb, 4 szklanki ciepłej wody, 5 dag drożdży, po filiżance ziaren: dynia, słonecznik, sezam, siemię lniane. Można dodać trochę pokrojonych suszonych śliwek. Łyżka soli i łyżka cukru.

Wszystkie suche składniki wsypujemy do miski, dodajemy pokruszone drożdże, ciepłą wodę i wyrabiamy ciasto. Zostawiamy do wyrośnięcia na jakieś 20 minut, po czym ponownie wyrabiamy przez chwilkę. Przekładamy do natłuszczonych foremek (2 foremki keksówki). Wierzch można posypać czarnuszką, kminkiem, makiem, lub innymi ziarenkami. Zostawiamy do wyrośnięcia (ciasto powinno wypełnić całą foremkę). Wstawiamy do piekarnika, nagrzanego do 220 stopni, na 60 minut.

Przepis łatwy, wystarczy dysponować składnikami i mikserem :) Całkowity czas przygotowania to 2 godziny.

Orientacyjny koszt składników (raczej zawyżony) dwóch solidnych bochenków: mąka+otręby 2,5 zł, drożdże 0,5 zł, ziarenka 1,5 zł. Razem 4,5 zł.

15:47, frugalesse_z_przekonania , Kulinarnie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 listopada 2010

Pierogi, wiadomo - jedno z bardziej popularnych w Polsce dań. Praktycznie każdy ma jakieś swoje ulubione: jak nie z mięsem, to z owocami, albo ruskie, albo z serem, albo jakieś jeszcze inne. Jest to danie niezbyt detetyczne, oględnie mówiąc, za to niedrogie i smakowite. Niestety dosyć pracochłonne.

Za pierogami z mięsem nie przepadam, z owocami czy z serem na słodko zjem, ale bez zachwytu. Ulubione rodzaje mam trzy: ruskie, z kapustą i grzybami oraz tytułowe: biały ser+feta+suszone pomidory+pesto, nazywane przez niektórych znajomych "rajskimi", sama nie wiem czemu. Pewno niebo w gębie :)

Pierogi robię rzadko, generalnie 2-3 razy w roku. Ale jak już, to większą ilość. Zajmuje to sporo czasu. To idealne zajęcie np na pochmurne listopadowe popołudnie tak jak dzisiaj. Ponieważ lubię gotować, to taka "sesja pierogowa" jest dla mnie fajnym relaksem (pod warunkiem, że zdarza się tylko od czasu do czasu). Do tego można i obdarować rodzinę i zaopatrzyć zamrażarkę i mieć lunch do pracy na najbliższe 2 dni.

Dziś padło na ruskie i na rajskie.

Jak się robi i lepi pierogi, nie będę pisała, bo wszyscy wiedzą. Farsz dla rajskich i koszt:

biały ser, ok 400 g - 4 zł

feta albo ser fetopodobny, 1 opakowanie - ok 3 zł

słoik suszonych pomidorów - ok 3 zł (własnej roboty)

pół słoika pesto - 2,50 zł

1 kg mąki - 1,50 zł

pół kostki masła do polania - 2 zł

razem: 16 zł

Z tej ilości składników wychodzi ok 60 pierogów. Licząc nawet 10 pierogów na porcję, wychodzi nam koszt 1,60 zł za porcję.

Drugi rodzaj - ruskie. Farsz dla ruskich i koszt:

biały ser ok 500 g - 5 zł

500 g ziemniaków - 1 zł

cebula -  1 zł

1 kg mąki - 1,50 zł

boczek na skwarki 250 g - 4 zł (oczywiście można zastąpić masełkiem)

razem 12,50 zł. ilość pierogów podobna. czyli koszt za porcję ok 1,25 zł.

nic, tylko lepić pierogi :)))))

21:36, frugalesse_z_przekonania , Kulinarnie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 listopada 2010

Postanowiłam w kilku krótkich wpisach przybliżyć w miarę praktycznie temat zabezpieczenia najbliższych. A potem - niestety, co i jak trzeba załatwić w związku z majątkiem który zostawia ktoś Bliski. Z tego co poczytuję w necie, jest sporo informacji, ale niekoniecznie aktualnych. A przepisy np podatkowe dotyczące spadków zmieniły się ostatnio. Dlatego jeśli będę dysponowała wartościowymi informacjami, podzielę się nimi na tym blogu.

Na razie taki temat: po co pełnomocnictwo, a po co zapis? I o co w ogóle chodzi?

Pełnomocnictwo - często rachunki bankowe są wspólne. Ale jest również mnóstwo sytuacji, gdy konto czy lokata jest własnością tylko jednej osoby.  Warto udzielić pełnomocnictwa komuś zaufanemu, żeby w razie jakiejś trudnej sytuacji losowej (np mam wypadek i jestem nieprzytomna) mógł pieniędzmi dysponować. Choćby po to żeby opłacić koszty opieki lub zapłacić ratę kredytu. Za złożenie pełnomocnictwa trzeba zapłacić. Niestety z reguły do każdej lokaty i do każdego rachunku wymagane jest oddzielne pełnomocnictwo, co znacznie podnosi koszty. Co również ważne - pełnomocnictwo wygasa w momencie śmierci.

I po to, żeby zabezpieczyć najbliższym środki finansowe na wypadek naszej śmierci, bez konieczności przeprowadzania postępowania spadkowego, funkcjonuje "zapis na wypadek śmierci". Po prostu w banku należy złożyć odpowiednią dyspozycję.

"Jest to dokument, który podobnie jak testament, wskazuje osoby upoważnione do podjęcia pieniędzy z rachunków wskazanych przez zmarłego. Różnica polega zaś na tym, że zapisu na wypadek śmierci można dokonać wyłącznie na rzecz krewnych (rodzeństwa, zstępnych do drugiego stopnia, czyli dzieci i wnuków, oraz wstępnych do drugiego stopnia, czyli rodziców i dziadków) i współmałżonka. Zapis jest również mocno ograniczony pod względem wysokości kwot, jakie można przekazać jednej osobie.

Kwota jaką zmarły może na podstawie zapisu na wypadek śmierci przekazać wskazanej w dokumencie osobie nie może przekroczyć dwudziestokrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, czyli obecnie ok. 68 000 złotych." - cytat ze strony http://www.finanse.egospodarka.pl

Co ważne: pieniądze z zapisu możemy wypłacić praktycznie od ręki, po śmierci osoby zmarłej. Trzeba przedstawić jedynie akt zgonu. Na wypłatę pieniędzy z polisy trzeba poczekać nawet kilka tygodni.

Tagi: spadek
22:29, frugalesse_z_przekonania , Finansowo
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 listopada 2010

Odwiedzając niedawno okolice w których się wychowałam, odruchowo zerknęłam na witrynę cukierni, którą pamiętam z dzieciństwa (pierwsze osobiście kupowane lody za kieszonkowe...), a która cały czas działa i ostatnio próbuje się lansować jako cukiernia "luksusowa".

Lansowanie moim zdaniem polega głównie na wywindowaniu cen. Cukiernia podobno wygrała konkurs na ciastko-symbol Warszawy - Zygmuntówkę. Ciastko spróbowałam raz: nie powala. Moim skromnym zdaniem nic nie pobije tradycyjnej WZtki :)

Tak czy inaczej, rzucając okiem na wystawę, moją uwagę przykuły ceny. Torty - ok. 100 zł / kg. Coś zwyklejszego: 60zł / kg. Tiramisu - 80zł / kg. Rzecz dzieje się na ul. Złotej w Wawie, Wola, koło Centralnego, żadna Starówka, Ujazdowskie czy Wilanów.

Od razu mi się przypomniało, że jakiś czas temu, dostałam od mojej koleżanki z poprzedniej pracy, Hani, bardzo fajny przepis na tiramisu. Kilka razy go robiłam ku uciesze rodziny i znajomych. Przepis niezbyt skomplikowany, a w porównaniu z cenami z cukierni - duuuużo tańszy więc myślę, że warto go zacytować.

Konkretny koszt podam za jakiś czas, a na razie przepis.

Co potrzeba: kawa, 10 żółtek, 200 g cukru pudru, 500 g serka mascarpone, 500 ml śmietanki 22%, 2 opakowania biszkoptów (najlepsze podłużne produkcji Sana), trochę kakao.

1. Trzeba zaparzyć mocną kawę. 2-3 szklanki. Można ewentualnie dodać duży kieliszek likieru kawowego albo amaretto. Ja robię bez likieru.

2. 10 żółtek ucieramy z 200 g cukru pudru, aż powstanie biała lekka masa.

3. Dodajemy 2 opakowania (2x250 g) serka mascarpone. Ja używam serka z Lidla i jst super. Mieszamy i na chwilę odstawiamy.

4. Ubijamy mikserem śmietankę 22% (jak ktoś woli może wziąć bardziej tłustą), na bitą śmietanę. 500 ml. Wydaje mi się, że można użyć 18%, ale nie próbowałam.

5. Ubitą śmietanę mieszamy delikatnie łyżką z wcześniej przygotowaną masą.

6. Trzeba przygotować: tortownice albo w miarę płaskie salaterki

7. Na dnie tortownicy wykładamy trochę kremu. Potem: maczamy biszkopty w kawie, z obu stron i w miarę szybko układamy warstwę. Moczenie musi trwać chwilkę, bo inaczej deser będzie zbyt wodnisty.

8. Po warstwie biszkoptów idzie warstwa kremu, potem znów biszkopty i trochę kremu na wierzch. Wierzch posypujemy lekko gorzkim kakao i wstawiamy tortownicę do lodówki na 3-4 godziny

Z pozostałych składników przygotowujemy kolejną tortownicę/salaterkę :)

11.12.2010: update odnośnie kosztu: jajka 5,70; cukier 2; serek mascarpone 11 (w promocji, Piątnicy); śmietanka 4; biszkopty 9 (na tą ilość poszły 3 opakowania). Razem 32 zł. Wychodzi z tego duża blacha. Nie jest to tani deser, ale i tak własnoręcznie robiony kosztuje lekko licząc jakieś 3 razy taniej niż w cukierni.A z pozostałych białek zrobiłam bezy i wyszła ich cała fura :)

22:21, frugalesse_z_przekonania , Kulinarnie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 listopada 2010

Tak się w ostatnich miesiącach ułożyło, że w kontekście ciężkiej choroby, a potem – śmierci bliskiej osoby musiałam, zmierzyć się z między innymi z tematem finansów w takich okolicznościach. Jest to wydarzenie bardzo osobiste, ale myślę, że warto podzielić się kilkoma chociaż refleksjami z tego obszaru.

Po pierwsze wyobraź sobie 3 sytuacje:

Sytuacja 1: wychodzisz rano do pracy, żegnasz się z partnerem/partnerką, odwozisz dzieci do szkoły. Wracasz do domu z pracy komunikacją miejską. Przechodzisz przez ulicę na kiepsko oznakowanym przejściu dla pieszych.  Potrąca Cię samochód i w wyniku odniesionych obrażeń giniesz na miejscu albo umierasz po przewiezieniu do szpitala. Twoi najbliżsi, poza szokiem i cierpieniem muszą się zmierzyć (i to w miarę szybko) z takimi sprawami jak koszt i organizacja pogrzebu (miejsce na cmentarzu, koszt pochówku i inne pomniejsze wydatki). Tylko część kwoty jest pokrywana przez ZUS.

Sytuacja 2: początek ten sam, ale nie umierasz, tylko jesteś w stanie wymagającej wielomiesięcznej terapii w wysokospecjalizowanym ośrodku. Opiekę trzeba zorganizować i do tego ponieść część kosztów. Inne heroiczna decyzja rodziny – biorą Cię do domu, ale koszty opieki tym bardziej rosną (prywatna opiekunka, pielęgniarka, lekarz, masażysta, specjalne łóżko, pieluchy, kroplówki, leki). Heroiczna o tyle, że poświęcając się na maksa i tak nie są w stanie zapewnić profesjonalnej opieki. Nie wszystkie koszty pokrywa NFZ. Jesteś nieprzytomny albo co najmniej bezwładny i nie możesz tak po prostu pójść do banku i zrobić jakąkolwiek dyspozycję.

Sytuacja 3: Nie ma żadnego wypadku ale po prostu któregoś dnia doznajesz udaru. Po kilku tygodniach w szpitalu rodzina jest informowana, żeby Cię zabrali, bo szpital już nic nie pomoże. W ramach NFZ nie należy się dom opieki ani hospicjum. Więc albo rodzina bierze Cię do domu, zmierzając się z problemami syt. 2, albo załatwiają miejsce w prywatnym ośrodku opieki. Co kosztuje i to sporo.

Czy zabezpieczyłeś najbliższych przed takimi scenariuszami? Oczywiście może być tak, że macie wspólne konto, wspólne oszczędności pozwalające na stawienie czoła takiej sytuacji. Ale jeśli nie?

W końcu w dzisiejszych czasach całkiem popularna jest rozdzielność majątkowa, oddzielne konta, oddzielne lokaty. Mnóstwo ludzi żyje w związkach nieformalnych, nie mając jednocześnie formalnie uregulowanych spraw z poprzednim partnerem. Są dzieci z poprzednich małżeństw, są dzieci z aktualnych związków.

Przed czym staną Twoi najbliżsi, w sytuacjach opisanych powyżej, jeśli po prostu  z braku przezorności nie zadbałeś o to, co będzie, jeśli z Tobą coś się stanie?

Tagi: spadek
21:52, frugalesse_z_przekonania , Finansowo
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2